-To wszystko na dziś. Jesteście wolni. Nie zapomnijcie tylko o praktykach. I o przyszłym zaliczeniu. Przyłóżcie się więc i nie marnujcie czasu na głupoty.- Seul. Uniwersytet Medyczny. Godzina obiadowa. Studenci medycyny trochę przytłoczeni nadmiarem obowiązków mozolnie wychodzili z sali wykładowej. Przed odejściem każdy zostawił na biurku profesora swoje zadanie domowe. Panowała atmosfera senności. W tej całej ospałej masie studentów wyróżniała się jedna osoba - Katherine Park. Nie była rodowitą Koreanką. Urodziła się i dzieciństwo spędziła w Anglii, jednak ze względu na pracę jej ojca, który był naukowcem, wraz z rodzicami i starszym bratem, przeniosła się do stolicy Korei Południowej i żyje tu już od 12 lat. Kate zawsze się wyróżniała. Miała duże, czarne, bystre oczy, zadarty nos, i długie, geste, ziemiste włosy, które połyskiwały w słońcu. Na jej twarzy zawsze widniał szczery uśmiech, a jej melodyjny śmiech rozbrzmiewał wokoło. Była osobą bardzo żywą, otwartą i na ogół zjednywała sobie wszystkich ludzi wokół. Od dziecka marzyła o byciu lekarzem, więc nic dziwnego, że studia odbywała na uniwersytecie medycznym. Co oczywiście nie oznacza, że nie miała innych marzeń, czy talentów. Lubiła muzykę. Gdy śpiewała czy tańczyła była w swoim żywiole. Ogólnie można było stwierdzić, że ma duszę "artystycznego lekarza".
Słońce było wysoko na horyzoncie. w tle można było usłyszeć szum miasta. Marzec. Początek wiosny.
-Kate nie pędź tak! Czemu zawsze się spieszysz?!- Krzyczała Cha En Sung. Była to dziewczyna wysoka, o typowej koreańskiej urodzie - długie, czarne włosy i skośne oczy, które sprawiały wrażenie bardziej "europejskich" ze względu na makijaż, mały nosek, szpiczasty podbródek i grube brwi. Cha En Sung była mistrzynią wizażu. Zawsze miała najlepiej dopasowane stroje zgodnie z najnowszymi trendami a makijaż nie stanowił dla niej żadnej tajemnicy. Niewątpliwie budziła zainteresowanie u płci przeciwnej. Teraz jednak z kwaśną miną próbowała zatrzymać swoją przyjaciółkę.
-Moja droga pospiesz się. Nie mamy czasu.- Śmiała się Kate.
-Nie masz zamiaru poczekać?! Hej! Stój! A co z obiadem? Jestem głodna.
-Ach, racja. Lepiej coś zjedzmy, a potem chodźmy do szpitala, do pacjentów. - Kate przystanęła tak nagle, że En Sung o mało na nią nie wpadła.
-Wiesz, zawsze bardzo się dziwię temu, z jakim entuzjazmem odbywasz praktyki. Wszyscy mają tego po dziurki w nosie. Ty jedyna się cieszysz i ekscytujesz. Jak dziecko.
-Po prostu to lubię. I chcę dobrze wykonywać swoje obowiązki.
-A wiesz już może na jaką specjalizację się zdecydujesz?
-Nie, jeszcze nie. Choć myślałam o internie lub pediatrii.
-Ja nie mam aż tak wygórowanych ambicji. Będę dermatologiem.- Dziewczęta zaśmiały się i skierowały do stołówki. Po obiedzie razem z chłopakiem En Sung, Kim Tae Do pojechały samochodem do szpitala.
-Wiesz co? Też byś mogła w końcu się zakochać.- Szepnęła En Sung.- To takie praktyczne. Mam przystojnego, miłego, kochającego chłopaka i to w dodatku z wypasionym samochodem i portfelem pełnym pieniędzy. Czego chcieć więcej?
-Nie, jakoś nie mam do tego głowy. Ale, wiesz... życzę tobie i Tae Do wszystkiego co najlepsze.-Jednak słowa Kate wywołały na twarzy przyjaciółki kwaśny uśmiech.
-Zobaczysz...Zestarzejesz się a nie spotkasz miłości.
-Jakoś mnie to nie martwi. - Cała trójka do wieczora była w szpitalu. Szpital to miejsce, gdzie człowiek nie zazna nudy. Tak było i tym razem. Gdy Kate zrobiła sobie na chwilę przerwę naraz nadjechała karetka. Przywieźli pacjenta. Był nim 78 letni Moon Cha Soo.
-Wygląda mi to na zawał.- Odparła pospiesznie Kate podbiegając do pacjenta. - Czy zażywa pan jakieś leki? Co się właściwie stało? Boli pana gdzieś? Siostro, proszę zawołać lekarza.
-Boli...Ach...Nagle ból ścisnął mi klatkę piersiową. Może to ze stresu? Ostatnio dużo się dzieje...Ach...- Starszy pan wił się z bólu z trudem łapiąc oddech.
-Spokojnie. Zaraz przyjdzie doktor i wszystkim się zajmie.
-A pani...
-Jestem tylko praktykantką. Ale postaram się panu pomóc.- Nagle pacjent zaczął się dusić. Nie oddychał. Trzeba było reanimować. Kate była w szoku. Jednak nie straciła zimnej krwi. Razem z przyjaciółką przystąpiła do reanimacji.
-Defibrylator! Prędko, bo stracimy pacjenta!- Reanimacja po kilku minutach, które dziewczętom wydały się wiecznością, przyniosła rezultat. Pacjent był bezpieczny. Naraz przybiegł lekarz dyżurny. Potwierdził on podejrzenia Kate. Starszy pan przeżył zawał i musiał zostać w szpitalu.
-Doktorze, czy teraz z pacjentem będzie dobrze? - Kate zrobiła strapioną minę.
-Tego nie wiemy. Ale przynajmniej w szpitalu szybko otrzyma pomoc w razie pogorszenia. Na chwilę obecną nie jestem w stanie niczego zapewnić. Na razie pacjent dostał leki. Jutro przejdzie szczegółowe badania. A... i jeszcze jedno - rzekł- Na przyszłość powinnaś bardziej uważać i robić wszystko ze swoimi kompetencjami. Póki co, jesteś początkująca i nie możesz robić niczego bez mojej wiedzy.
- Doktorze... ale ja - jednak on już nie słuchał. Poszedł do swojego gabinetu.
-Serio?! Co za drań! Na prawdę tak powiedział?! - En Sung aż trzęsła się ze złości. - Nie dość, że harujesz tu jak wół, jesteś głupim praktykantem na posyłki, uratować człowieka, to jeszcze ci się za to oberwie. Niewiarygodne.
-Jednak w tym, co powiedział nasz przełożony było trochę racji. Po prostu musimy się długo jeszcze uczyć, zanim w pełni zostaniemy lekarzami. Nie przeceniajmy się, bo faktycznie miałyśmy tym razem sporo szczęścia z tym starszym pacjentem.
-Dokąd idziesz?- spytała En Sung - Zaraz kończymy pracę.
-Tak, wiem o tym. Idę i sprawdzę, czy z tym naszym pacjentem wszystko w porządku. Może czegoś mu potrzeba? Może trzeba powiadomić jego rodzinę? - Jak postanowiła tak zrobiła. Starszy pan leżał, podłączony do kroplówki.
-Widzę, że czuje się pan już lepiej. Wróciły panu rumieńce.- Kate nieśmiało wsunęła się do sali chorych. Pomieszczenie to było schludne i czyste. Widać było, że szpital dba o renomę. W każdej sali czysta pościel, wygodne łóżka, pojemne szafki dla pacjentów, telewizory. Warunki na prawdę nie były złe.
-O. Toż to młoda Aghassi. Proszę podejść bliżej.Och... Na prawdę,dzięki tobie, moje drogie dziecko, jeszcze nie umarłem. Śliczna Aghassi jestem twoim dłużnikiem.
-Och nie. Proszę tak nie mówić. Na prawdę miał pan dziś dużo szczęścia. Gdyby nie szpital, byłoby z panem kiepsko. Na szczęście jutro zostanie pan gruntownie przebadany. Proszę się nie martwić.
- Ty, Aghassi będziesz mnie badać?
-Ahahahaha nie. Nie mam jeszcze do tego predyspozycji. Mogę tylko stać z boku i obserwować. Ale niech się pan nie martwi. Tu pracują bardzo dobrzy specjaliści.
-Ale i tak...Uratowałaś mnie. Mimo, że zrobiłaś to bez wiedzy opiekuna... Zawdzięczam ci życie Aghassi.- pacjent zaczął bardzo dokładnie przyglądać się swojej wybawicielce.
-Cz...czy może chciałby pan, bym kogoś powiadomiła, że pan jest w szpitalu? Ma pan jakąś rodzinę?- Kate poczuła dziwny dreszcz.
-Ależ nie. Jestem sam od dawna.
- Och, naprawdę? To musi być smutne...
-Całe swoje życie poświęciłem jednemu celowi- jasnowidztwu.- głos pana Moon Cha Soo spoważniał, a jego twarz nabrała surowych rysów. Kate milczała. Uznała, że nie powinna nic mówić.- Tak... tak... Jak masz na imię moje drogie dziecko?
-Jestem Katherine Park - szepnęła w końcu.
-Katherine Park? Jesteś córką tego sławnego naukowca Steve`a Parka?- kiwnęła głową.- Toż to niesamowite. Bo widzisz Aghassi kiedyś poznałem twojego ojca.
-Na prawdę? Kiedy to było? Pracowaliście razem? W końcu tata jest mikrobiologiem i genetykiem i w ogóle z różnymi osobistościami się spotykał...
- Ach, to długa historia. Jednak muszę stwierdzić, że jesteś do niego bardzo podobna. On też nigdy nie odmówił nikomu pomocy w potrzebie. Dziękuję ci Aghassi. Jednak moje przeczucie mnie nie myliło...
-Jakie przeczucie proszę pana?- Kate była coraz bardziej zaintrygowana pacjentem.
-Przed moim przyjazdem tutaj miałem wizję. Bo widzisz nieraz mam wizje, przeczucia. A dziś w swojej głowie widziałem Joseon...
-Joseon? Koreę za panowania króli?
-Tak. Otóż to. Widziałem królewski pałac. Jednak był on skąpany w krwawym słońcu. I widziałem też...ciebie Aghassi.
- Mnie? Jak to? - młoda studentka aż otwarła usta ze zdumienia. Jasnowidz przybliżył twarz do jej twarzy.
-Mówię prawdę. Jesteś stworzona do wielkich czynów. Wkrótce wyjdziesz na przeciw przeznaczeniu. Czeka cię misja. I nikt inny, tylko ty będziesz zdolna sobie poradzić. Zaufaj swojej intuicji, a wszystko będzie dobrze...A na dowód, że nie kłamię daję tobie ten oto naszyjnik.-Sięgnął do kieszeni kurtki wiszącej na krześle i wyjął zawiniątko. Rzeczywiście był to naszyjnik. Niezwykły naszyjnik przedstawiający Słońce i Księżyc na tle dumnego smoka.Całość została wykonana ze złota i pereł.
-Ależ... ja nie...nie mogę... - Kate była zdumiona i zaskoczona. Nie chciała przyjąć podarku, jednak starszy pan był nieustępliwy. Wychodząc Kate przyjrzała się naszyjnikowi. Bała się go założyć. Była bardzo zasmucona odbytą rozmową. Dostrzegła to En Sung.
-Hej dziewczyno. Jak długo mamy tu stać na parkingu i czekać na ciebie, aż łaskawie będziesz chciała pojechać do domu? Chcesz tu nocować? Już z Tae Do mieliśmy jechać.
-Przepraszam was. Masz rację rację En Sung.
-A co ty taka nie w humorze? Stało się coś?
-Po prostu myślę, że nie powinnam rozmawiać z tym staruszkiem. - Przez całą drogę powrotną do domu Kate myślała o zajściu w szpitalu i o tajemniczym naszyjniku.
-Och już jesteś kochanie? - Od progu powitała córkę Pani Anne Park.
-Cześć siostra! Jak minął dzień? - Zgłębi pokoju wyłonił się starszy brat Kate, Alex. Był on 27 letnim przystojnym mężczyzną. Bujna brązowa czupryna, kształtny nos i duże orzechowe oczy dodawały mu uroku i elegancji. Alex pracował razem z ojcem w laboratorium, miał również kochającą narzeczoną Kim Yoo Mi.
-Taty nie ma? - spytała Kate
-Nie. Dziś ma ważne spotkanie i wróci późno.- Odparł Alex
-Zjesz coś? Co prawda nie miałam czasu przygotować czegoś wyszukanego, ale zapiekanką chyba nie pogardzisz?- Pani Park uśmiechnęła się. Miała 47 lat, cerę zadbaną, dopasowany makijaż dodawał jej uroku. Była szczupłą, urodziwą kobietą o jasnobrązowych włosach, piwnych oczach i kształtnych ustach.
-Nie, dziękuję. Jestem wykończona, więc od razu się położę.- Kate ospałym krokiem weszła do pokoju zostawiając zdumioną matkę z bratem. Pokój był jej azylem i królestwem. Mimo skromnego wyglądu był schludny i funkcjonalny. Było wygodne drewniane łóżko ulokowane obok okna. Uwagę zwraca duża i pojemna szafa, stojąca po drugiej stronie. Był jeszcze telewizor, biurko, na nim laptop oraz kilka mniejszych szaf. Podłoga pokryta była panelami wysokiej jakości, a ściany były pokryte drobnym grysem o odcieniu pomarańczowym. Dziewczyna położyła torbę i jak długa padła na łóżko. Leżała bez ruchu kilka minut. Naraz wstała i sięgnęła do torby po naszyjnik.
-"Co mam z tym zrobić?"-pytała w myślach samą siebie przyglądając się podarunkowi.W pewnym momencie podeszła do lustra i założyła naszyjnik od tajemniczego jasnowidza.Zaczęło jej się kręcić w głowie, czuła się, jakby świat wirował przed jej oczami i już, już miała tracić przytomność, gdy...
-Auuuuuć - Krzyknęła opadając na gąszcz trzcin...- Aaaaaaaaa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz